• Strona główna
  • O szkole
  • Statut
  • Samorząd Uczniowski
  • Patron
  • Nauczyciele
  • Kontakt
  • Linki
  • Redakcja
  • Rozkład zajęć
  • Zasady rekrutacji
  • Pedagog szkolny
  • Warsztaty dziennikarskie
  • Kącik poetycki
  • Młodzieżowe Uniwersytety Matematyczne
  • LuL'ne gadki
  • Obiektyw
  • Strona główna
  • Galerie
  • Forum

Zjawiskami paranormalnymi interesowałem się już od bardzo dawna, zawsze chętnie słuchałem różnych opowieści o duchach, niewyjaśnionych zjawiskach, nigdy w nie, nie wierzyłem do końca, lecz też nigdy całkowicie ich nie negowałem. Dlaczego akurat teraz o tym pisze i w tym miejscu? Odpowiedź znajdziecie dalej...

Według jednej z definicji duch jest ludzkim istnieniem, które opuściło ciało fizyczne, zazwyczaj nie jest świadome swojego rzeczywistego stanu (stanu śmierci klinicznej). Wszyscy jesteśmy duchami zamkniętymi w ciele fizycznym. Podczas odejścia, nasze ciało spirytualne przechodzi do następnego wymiaru. Duch, z drugiej strony, po urazie, jest zablokowany w naszym fizycznym świecie i musi zostać wypuszczony, by iść dalej.

Wierzyć, nie wierzyć w zjawiska paranormalne? To pytanie nurtuje wielu z was, lecz wcale nie myślałem o tym w piątek 5 października, ba, nawet nie myślałem o tym przez ostatnie kilka miesięcy.

Więc dlaczego o tym pisze?

Po skończonych lekcjach i kilku załatwionych sprawach na mieście wróciliśmy (ja Snake i Dede) do szkoły, aby zebrać materiały o nowopowstającej grupie cheerleaderek. W szkole porozmawialiśmy chwilkę z panią Anią o bardzo dziwnej pogodzie jak na tą porę roku (burze, zmrok o godzinie 16). Następnie udaliśmy się na najniższe piętro, aby dostać się na sale gimnastyczną przez „czwórkę”. Byliśmy niewiadomo, dlaczego w kiepskich humorach (pewnie przez kiepską pogodę). Zebranie cheerleaderek było na tyle tajne, że nawet nasza ekipa wyposażona w iście szpiegowski sprzęt nie mogła się dostać na salę gimnastyczną. Nasze poświęcenie okazało się daremne. Całe czekanie do późnej godziny, przynoszenia sprzętu do szkoły itd. poszło na marne. Humory ze złych, stały się całkiem beznadziejne, zniesmaczeni i zdołowani zebraliśmy wszystkie nasze rzeczy i ruszyliśmy do samochodu. Parę kroków za szatnią wpadłem na pomysł żeby zrobić chociaż zdjęcie zamkniętym drzwiom (żeby nie było, że zlekceważyliśmy sprawę). Zrobiłem fotki i dogoniłem kompanów.
Po kilkudziesięciu minutach, w domu cały zmoczony podpinałem aparat do komputera i ściągałem z siebie mokre rzeczy... Kiedy podszedłem do monitora i przyjrzałem się zdjęciom włosy stanęły mi dęba a nogi zrobiły się jak z gumy.

Na jednej z fotek, przedstawiających drzwi prowadzące do szkoły podstawowej, zauważyłem niezwykłe zjawisko. Sam nie potrafię określić, co to może być, ponieważ w takie rzeczy nie wierzę do tego stopnia, lecz przed oczami miałem wyraźny dowód. Będąc w rozterce wyłączyłem komputer, aparat odłożyłem na bok, i sięgnąłem po książkę Aleksandra Gieysztora „Mitologia Słowian” poszperałem po niej i znalazłem interesujący mnie fragment.

"(...) wyodrębniano jeszcze duszę-widmo (żywota), będącą obrazem-kopią człowieka za życia - w odniesieniu do zmarłego nazywana była wprost nieboszczykiem, marą, zmorą lub też cieniem. Rozmieszczona była w całym ciele, a pod pewnymi względami posiadała kilka cech wspólnych, z opisaną wcześniej duszą życia. Obraz ten w pewnych sytuacjach mógł przyjąć formę odmaterializowanego sobowtóra człowieka. Po śmierci odlatywał z wiatrem, odchodził w zaświaty, skąd czasem (co najmniej raz do roku) powracał - mógł wówczas jeść i pić. Owego ducha należało wtedy stosownie ugościć - stąd zwyczaj obchodzenia Dziadów czy też pozostawiania dla przodków dodatkowego nakrycia podczas większych świąt."

W sobotę 6 października obudziłem się po 4 godzinach snu o 6 40, jak zwykle wstaję do szkoły, od razu włożyłem płytkę do komputera z archiwalnymi zdjęciami naszej szkoły i zacząłem szukać...
Pamiętałem, że jakiś niecały rok temu natknąłem się na dziwne zdjęcie, kiedy przeszukiwałem materiały do przygotowania ulotki promującej naszą szkołę. Szukałem go uparcie grzebiąc w 6 GB zdjęć z nadzieją, że znajdę to, o które mi chodzi... Aż wreszcie po 4 godzinach psucia wzroku przed monitorem znalazłem je!

Jest to zdjęcie wykonane 13 lutego 2006r. o 18:19 na wieczorku poetyckim. Kiepskiej jakości zdjęcie, lecz jeśli przyjrzymy się mu dokładniej w głębi możemy dostrzec męską twarz, wygląda to tak jakby osoba stała za żaluzjami bądź za oknem, lecz biorąc pod uwagę wysokość okien, obydwie możliwości odpadają.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem to zdjęcie myślałem, że jest to zwykłe odbicie twarzy osoby stojącej na widowni niechcący przeniesione na szybę okna przy pomocy lampy aparatu. Z powodu braku czasu nie zastanawiałem się nad nim dłużej.

Dwa zdjęcia to dla mnie jednak za mało, aby coś udowodnić, dlatego ponownie zabrałem się do przeszukiwania pozostałych zdjęć z archiwum. Ku mojemu zdumieniu już w następnym folderze odnalazłem kolejny „pytajnik”. Stare zdjęcie szkoły zrobione 28 stycznia 2005r. o 12:42. W oknach odbijają się drzewa, lecz to, co jest w oknie na samej górze od lewej jest nie do opisania. To zdjęcie jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło.
Szkoła wydaje się pusta, zresztą nawet gdyby ktoś w niej był to jego twarz nie miała by się jak odbijać w oknie, które jest na wysokości około 4 metrów od klatki schodowej.

Ponieważ nie jestem skłonny do wierzenia w takie sprawy nie wiem, co powiedzieć wobec tych zdjęć. Czy jest to możliwe, że to wszystko ma jakiś związek z „bunkrami” które znajdują się pod naszą szkołą?.. Jedno jest pewne - nasza szkoła ma wiele twarzy i kryje wiele zagadek na które nikt jeszcze nie odpowiedział.

Autor: Mateusz "wizuin" Włosiński

Products

product product product product product product product product product product product product
Copyright iilo.bochnia.pl, 2008.
Wszystkie prawa zastrzezone. Snake&Wizuin